Kościół Łomżyński schodzi do katakumb…
Coraz gorzej dzieje się w Diecezji Łomżyńskiej. Można odnieść nawet wrażenie, że jej najważniejsze osoby zostały całkowicie sparaliżowane strachem przed otaczającym światem i jakby w ten sposób ściągają cały Kościół lokalny do katakumb, czyli ukrywania się przed mediami.
Dnia 12 lipca Diecezja Łomżyńska obchodziła uroczystość swojego Patrona, a mianowicie św. Brunona z Kwerfurtu. Próżno jednak byłoby szukać jakiejkolwiek informacji o tym wydarzeniu na internetowej stronie Kurii czy portalu Diecezjalnego Radia Nadzieja. W epoce mediów świętowaliśmy skrycie i jakby prywatnie, bez poczucia przynależności do wspólnoty.
Można odnieść wrażenie, że raptowna degradacja mediów diecezjalnych ma charakter zaprogramowany. W poprzednich latach prym w nich wiódł portal „W zasięgu”, wcześniej funkcjonujący pod nazwą „Łomżyńskie 24”. Było to źródło, od którego zwykle zaczynało się wszelkie szukanie czegokolwiek o naszej Diecezji. Ono niejako odsyłało potem do „Radia Nadzieja”, „Głosu Katolickiego” czy innych diecezjalnych stron internetowych. Dnia 31 marca 2019 roku redaktorem naczelnym portalu został niespodziewanie „ksiądz od wszystkiego”, który pełnił tę funkcję zaledwie do 1 lipca, czyli przez trzy miesiące (potem został on Wikariuszem Biskupim, a jeszcze później Rektorem Seminarium; aktualnie w kręgach kapłańskich krąży żart, że niebawem będzie Oficjałem Sądu, bo… jeszcze tej akurat funkcji nie pełnił). Przypuszcza się, że w nominowaniu wówczas nowego redaktora naczelnego portalu „W zasięgu” chodziło tylko o rodzaj ogólnego audytu i gruntownego przygotowania do planowanej redukcji mediów diecezjalnych, która ruszyła faktycznie „z kopyta” w pierwszych tygodniach pandemii koronawirusa. I dzisiaj już diecezjalna rzeczywistość medialna wydaje się przypominać pobojowisko, z wyraźnie trzepoczącą na środku „białą flagą”.
Kościół Łomżyński pozostanie ukryty w katakumbach na dłużej, jeśli nie podejmie wysiłku, by nie bać się mówić o sobie i swojej wierze więcej i szczerze. Szczęść Boże.
Dnia 12 lipca Diecezja Łomżyńska obchodziła uroczystość swojego Patrona, a mianowicie św. Brunona z Kwerfurtu. Próżno jednak byłoby szukać jakiejkolwiek informacji o tym wydarzeniu na internetowej stronie Kurii czy portalu Diecezjalnego Radia Nadzieja. W epoce mediów świętowaliśmy skrycie i jakby prywatnie, bez poczucia przynależności do wspólnoty.
Można odnieść wrażenie, że raptowna degradacja mediów diecezjalnych ma charakter zaprogramowany. W poprzednich latach prym w nich wiódł portal „W zasięgu”, wcześniej funkcjonujący pod nazwą „Łomżyńskie 24”. Było to źródło, od którego zwykle zaczynało się wszelkie szukanie czegokolwiek o naszej Diecezji. Ono niejako odsyłało potem do „Radia Nadzieja”, „Głosu Katolickiego” czy innych diecezjalnych stron internetowych. Dnia 31 marca 2019 roku redaktorem naczelnym portalu został niespodziewanie „ksiądz od wszystkiego”, który pełnił tę funkcję zaledwie do 1 lipca, czyli przez trzy miesiące (potem został on Wikariuszem Biskupim, a jeszcze później Rektorem Seminarium; aktualnie w kręgach kapłańskich krąży żart, że niebawem będzie Oficjałem Sądu, bo… jeszcze tej akurat funkcji nie pełnił). Przypuszcza się, że w nominowaniu wówczas nowego redaktora naczelnego portalu „W zasięgu” chodziło tylko o rodzaj ogólnego audytu i gruntownego przygotowania do planowanej redukcji mediów diecezjalnych, która ruszyła faktycznie „z kopyta” w pierwszych tygodniach pandemii koronawirusa. I dzisiaj już diecezjalna rzeczywistość medialna wydaje się przypominać pobojowisko, z wyraźnie trzepoczącą na środku „białą flagą”.
Jedna ilustracja. Klerycy łomżyńskiego Seminarium zainicjowali w lutym br. modlitwę o powołania zanoszoną w intencji konkretnych parafii. Na seminaryjnej stronie fejsbukowej każdy dzień dokumentowali oni wskazaniem, o którą parafię chodzi, zamieszczając zdjęcie jej kościoła i tekst krótkiej modlitwy. Inicjatywa modlitewna ze wszech miar szlachetna, choć jej otoczka medialna nieco schematyczna. Wszystko miało zakończyć się 23 sierpnia br. Tymczasem ostatnie ruchy na stronie fejsbukowej pochodzą z 12 czerwca br., a więc sprzed miesiąca. Oczywiście ważne, by sama modlitwa trwała nadal (i załóżmy, że trwa), aczkolwiek trudno nie dostrzec niedojrzałości w tym, że coś zaczęto robić i nagle zaprzestano bez „słowa pożegnania”. Jednakże największy problem całego tego przedsięwzięcia polega zupełnie na czymś innym, mianowicie, że klerycy nie uzyskali niemal żadnego odzewu medialnego na swojej stronie fejsbukowej od duszpasterzy i wiernych poszczególnych parafii, czyli nie nawiązali z nimi oczekiwanego kontaktu mającego dawać poczucie przynależności do wspólnoty eklezjalnej (z winy głównie, oczywiście, tej drugiej strony). Wprawdzie przy każdym wpisie pojawia się 20-40 lajków, w dużej części tych samych osób, ale komunikacja werbalna między klerykami i parafianami przypomina raczej zwykłe rzucanie grochem o ścianę.
Brak wzajemnej komunikacji, czyli rodzaj lękliwego zamknięcia się w sobie, to właśnie ta „biała flaga” wywieszona na polu zmagań Kościoła z otaczającym światem. Na diecezjalnych stronach internetowych nikt nie zostawi komentarza, bo funkcja ta jest od dłuższego czasu niedostępna (można, oczywiście, napisać prywatnie do redakcji). Nic się programowo, tj. pod egidą Kurii, nie dzieje z racji Roku Rodziny Amoris Laetitia i bardzo niewiele z racji Roku Świętego Józefa (m.in. zmarł ostatnio ksiądz o imieniu Józef). Na pewno coś niecoś robią okazjonalnie księża w parafiach, ale ich oddolne inicjatywy duszpasterskie pozostają na ogół bez kurialnego przewodnictwa i entuzjastycznego odzwierciedlenia w diecezjalnych mediach (brak odpowiednich korespondentów w terenie).
Na czym polega główny problem dotyczący Wikariusza Biskupiego ds. Duszpasterstwa Ogólnego? Na pewno nie można odmówić mu chęci do działania. Ale to działanie musi być, zdaniem wielu mądrych księży, bardziej skorelowane z głębszą duchowością, wyraźniejszą charyzmą (skuteczniejszym oddziaływaniem na ludzi), klarowniejszym myśleniem, profesjonalną współpracą z ekspertami. Zbyt dużo także zanotował on już na swoim koncie „wpadek”, chociażby rekomendując na diecezjalnego duszpasterza młodzieży (wraz z zamieszkaniem w Seminarium) księdza mającego dziecko (według relacji duchownych proszących o anonimowość). Ogromne zastrzeżenia budzą jego wstępne wizytacje parafialne, podczas których jest subiektywny, to znaczy liczy się z tym, w jakiej relacji z Kurią pozostaje dany Proboszcz (taką mam informację od księży, którzy ze zrozumiałych względów proszą o anonimowość). Są wreszcie w jego zachowaniach rzeczy totalnie go dyskwalifikujące, szczególnie chodzi tu o bezmyślną służalczość. Np. pewnego razu Biskup Diecezjalny, jak przystało na sprawiedliwego sędziego kościelnego, musiał rozwiązać nieporozumienie między Proboszczem i pewnym Księdzem posługującym w jego parafii (sprawa już medialnie znana). Problem polegał na tym, że Ksiądz posługujący w parafii zapytał Proboszcza, czy będą obydwaj chodzić po kolędzie, uzyskując, jego zdaniem, odpowiedź pozytywną, z której potem Proboszcz się skrycie wycofał. Biskup Diecezjalny w nieformalnym „procesie wigilijnym” nie tylko powołał na świadków Biskupa Pomocniczego i właśnie Kurialnego Szefa od Duszpasterstwa, którzy żadną miarą nie uczestniczyli w rozmowie o kolędzie (!), ale jeszcze nie raz (!) zasugerował im wprost przy obydwu adwersarzach (!), że mają odpowiedzieć na korzyść Proboszcza (!). Wprawdzie Biskupa Pomocniczego od razu funkcja bycia niejako „fałszywym” świadkiem wbiła w fotel, ale po chwili, przeszyty strachem, odpowiedział przerywanym głosem dokładnie tak, jak od niego oczekiwano. Niebawem to samo uczynił także drugi „fałszywy” świadek, czyli wspomniany Kurialista, nie mając kompletnie żadnych wyrzutów sumienia, że dokonuje rzeczy straszliwie niegodziwej (przecież jedynie dopuszczalna odpowiedź powinna brzmieć, że nie wiem, bo nie byłem przy tej rozmowie, o której mam świadczyć). Inne analogiczne przykłady z jego udziałem zostawmy na później, boję się bowiem, że Czytelnicy mogą w nie po prostu nie chcieć wierzyć…
Brak wzajemnej komunikacji, czyli rodzaj lękliwego zamknięcia się w sobie, to właśnie ta „biała flaga” wywieszona na polu zmagań Kościoła z otaczającym światem. Na diecezjalnych stronach internetowych nikt nie zostawi komentarza, bo funkcja ta jest od dłuższego czasu niedostępna (można, oczywiście, napisać prywatnie do redakcji). Nic się programowo, tj. pod egidą Kurii, nie dzieje z racji Roku Rodziny Amoris Laetitia i bardzo niewiele z racji Roku Świętego Józefa (m.in. zmarł ostatnio ksiądz o imieniu Józef). Na pewno coś niecoś robią okazjonalnie księża w parafiach, ale ich oddolne inicjatywy duszpasterskie pozostają na ogół bez kurialnego przewodnictwa i entuzjastycznego odzwierciedlenia w diecezjalnych mediach (brak odpowiednich korespondentów w terenie).
Na czym polega główny problem dotyczący Wikariusza Biskupiego ds. Duszpasterstwa Ogólnego? Na pewno nie można odmówić mu chęci do działania. Ale to działanie musi być, zdaniem wielu mądrych księży, bardziej skorelowane z głębszą duchowością, wyraźniejszą charyzmą (skuteczniejszym oddziaływaniem na ludzi), klarowniejszym myśleniem, profesjonalną współpracą z ekspertami. Zbyt dużo także zanotował on już na swoim koncie „wpadek”, chociażby rekomendując na diecezjalnego duszpasterza młodzieży (wraz z zamieszkaniem w Seminarium) księdza mającego dziecko (według relacji duchownych proszących o anonimowość). Ogromne zastrzeżenia budzą jego wstępne wizytacje parafialne, podczas których jest subiektywny, to znaczy liczy się z tym, w jakiej relacji z Kurią pozostaje dany Proboszcz (taką mam informację od księży, którzy ze zrozumiałych względów proszą o anonimowość). Są wreszcie w jego zachowaniach rzeczy totalnie go dyskwalifikujące, szczególnie chodzi tu o bezmyślną służalczość. Np. pewnego razu Biskup Diecezjalny, jak przystało na sprawiedliwego sędziego kościelnego, musiał rozwiązać nieporozumienie między Proboszczem i pewnym Księdzem posługującym w jego parafii (sprawa już medialnie znana). Problem polegał na tym, że Ksiądz posługujący w parafii zapytał Proboszcza, czy będą obydwaj chodzić po kolędzie, uzyskując, jego zdaniem, odpowiedź pozytywną, z której potem Proboszcz się skrycie wycofał. Biskup Diecezjalny w nieformalnym „procesie wigilijnym” nie tylko powołał na świadków Biskupa Pomocniczego i właśnie Kurialnego Szefa od Duszpasterstwa, którzy żadną miarą nie uczestniczyli w rozmowie o kolędzie (!), ale jeszcze nie raz (!) zasugerował im wprost przy obydwu adwersarzach (!), że mają odpowiedzieć na korzyść Proboszcza (!). Wprawdzie Biskupa Pomocniczego od razu funkcja bycia niejako „fałszywym” świadkiem wbiła w fotel, ale po chwili, przeszyty strachem, odpowiedział przerywanym głosem dokładnie tak, jak od niego oczekiwano. Niebawem to samo uczynił także drugi „fałszywy” świadek, czyli wspomniany Kurialista, nie mając kompletnie żadnych wyrzutów sumienia, że dokonuje rzeczy straszliwie niegodziwej (przecież jedynie dopuszczalna odpowiedź powinna brzmieć, że nie wiem, bo nie byłem przy tej rozmowie, o której mam świadczyć). Inne analogiczne przykłady z jego udziałem zostawmy na później, boję się bowiem, że Czytelnicy mogą w nie po prostu nie chcieć wierzyć…
Kościół Łomżyński pozostanie ukryty w katakumbach na dłużej, jeśli nie podejmie wysiłku, by nie bać się mówić o sobie i swojej wierze więcej i szczerze. Szczęść Boże.
PS. Część felietonu oparłem na liście do redakcji z 2019 roku, w którego posiadaniu jest Redaktor naczelny niniejszego wydawnictwa. Dane autora listu są zastrzeżone Prawem prasowym, i są wyłącznie do wiadomości redakcji.

100 procent racja. Proszę kontynuować swoją pracę
OdpowiedzUsuńDrogi Autorze. Kościół lokalny i ten powszechny potrzebuje oczyszczenia. Potrzeba po prostu normalności .
Tekst odważny, ale potrzebny. Zgadzam się z autorem. Kościół musi komunikować się w sposób przejrzysty i prawdziwy oraz głosić Ewangelię nie tylko słowem, lecz przede wszystkim czynem.
OdpowiedzUsuńWierni coraz częściej pytają o sens życia. Kościół mógłby więc coś zaoferować w tym zakresie. Codzienna praca Kościoła jest potrzebna w wielu miejscach, w domach, w poradniach, w rozmowach. Bazowanie na kanonach, wszystkim dobrze znanych formułkach, standardowe umoralnianie nie zaspakaja rzeczywistych potrzeb wiernych. Kościół się zapętlił. Nie powinna więc dziwić coraz częstsza publiczna ocena działań Przewodników Wspólnoty. Wierni mają do tego pełne prawo. Jestem za tym, żeby z tego korzystali, bo to wypływa z troski o Kościół. Nie można ich głosów oceniać w kategoriach pospolitego krytykanctwa. Moim zdaniem trzeba pozytywnie oceniać takie publikacje na blogu, a nie się dąsać. Szacunek dla autora, że odważnie podejmuje tematy związane z Kościołem. Z doświadczenia wiem, że poruszane zagadnienia dotyczą nie tylko Diecezji Łomżyńskiej. Kościół musi na nowo odkryć swoje źródła i zmobilizować swoje siły, aby żyć i głosić orędzie Jezusa Chrystusa. Według mnie autor nie krytykuje, lecz inspiruje. Szczęść Boże.
OdpowiedzUsuńBle, ble, ble...... Bajdurzenie leśnego dziadka. Na początek należy odgonić czarnych od polityki i pieniędzy, a później zobowiązać do głoszenia dobrej nowiny. Najgorsze jest to że jak pozbędziemy się księży homoseksualistów, pedofili i innych zboczencow i dewiantow to nie będzie komu zbliżać nas do Boga.
UsuńKomentarz powyżej w samo sedno
UsuńProszę przemianować portal na "Pudelek-Diecezjalny.pl".
OdpowiedzUsuńOpowieści na podstawie plotek: "jedna baba drugiej babie..." są tak żenujące, że nawet szkoda czasu, by ten wpis komentować. Wszystkie wiadomości szanowny Autor ma z plotek albo z podsłuchu pod oknem plebanii. Mógłby pracować na UB.
Ż E N A D A!
Nie wygłupiaj się. Jaki miś jest każdy widzi...
Usuń