Nie jest już tematem tabu…
Znęcanie się nad członkami rodziny obecnie nie jest tematem tabu. Awantury, pobicia, gwałty często rozgrywały się w czterech ścianach domu i rzadko wychodziły na zewnątrz, a jeszcze rzadziej ofiara dochodziła swoich praw. Jeśli w ogóle zdawała sobie sprawę, że ma jakieś prawa. Dzięki staraniom wielu ludzi problem przemocy w rodzinie zaczyna wychodzić na światło dzienne. Coraz więcej się mówi i pisze o tych sprawach. Nie oznacza to, że przemoc w rodzinie narasta, ale, że wreszcie zaczęto się nią zajmować.
Przez ostatnie osiem lat mojej działalności dużo skrzywdzonych kobiet trafiło do mnie. Sprawy te były delikatne, wiedziałam o nich ja i Policjant, który często w moim biurze bywał. Najbardziej utkwiła mi w pamięci sprawa pewnej kobiety. Nie pamiętam jej imienia, będę nazywać ją Kasią. Zakochała się ona bez pamięci. Była osobą dobrze sytuowaną, miała dobrą pracę. Wyszła za lekkoducha lubiącego alkohol, liczyła, że miłość wszystko zmieni. Ale bardzo szybko Kasia zaczęła bać się każdego powrotu swojego męża do domu. Znowu będzie na nią krzyczał i wyzywał, że ubiera się jak k…., że on musi tyrać chociaż było odwrotnie. Pijany będzie ją bił i zmuszał do współżycia. Przecież żona musi być uległa. Wyciągnął od niej cały majątek, jaki otrzymała od rodziców.
Pewnego dnia wieczorem Kaśka trafiła do mnie z prośbą o pomoc, prawdopodobnie podesłał ją znajomy Policjant. Weszła pani uczesana, ubrana w różową bluzeczkę, przyzwoitą spódnicę, ale ja już na pierwszy rzut oka wiedziałam, że coś z nią jest nie tak. Cera przezroczysta, oczy puste. Kluczyła, nie mówiła wprost o co chodzi. Cierpliwie słuchałam, mijały minuty i w końcu zdobyłam jej zaufanie. Rozpłakała się i zdjęła ubranie. Całe ciało było granatowo-żółte, siniaki musiały być z różnych dni. Poszła za namową do lekarza. Skierowałam sprawę do Prokuratury. Nie było łatwo. Kilkakrotnie byłam przesłuchiwana w Prokuraturze i na Policji. Sprawa o znęcanie trafiła do Sądu.
Ściskałam kciuki ze strachu, żeby Kaśka się nie wycofała. Presja straszna, mąż, teściowa, świadkowie. Dała radę. Kaśka złożyła pozew o rozwód i już na pierwszej sprawie rozwodowej, otrzymała rozwód. Zaczął się problem z wyrzucaniem „głowy” rodziny z domu. Złożyłyśmy prośbę o wymeldowanie. Znowu biegałam, składałam zeznania. Sprawę wygrałyśmy dosyć szybko, może dlatego, że małżeństwo nie miało dzieci.
Opisuję to zdarzenie w skrócie. Bo to ja w noc sylwestrową biegałam do niej na czwarte piętro budynku na drugi koniec miasta, ponieważ przez telefon płakała i twierdziła, że tego nie wytrzyma i odbierze sobie życie. Takich rozmów było dużo. Ale najważniejsze jest to, że po około pół roku od załatwienia wszystkich spraw, Kasia przyszła do mojego biura z kwiatami. Może to przypadek, ale była w tej samej różowej bluzeczce, ale jakże inna – włosy uczesane, twarz różowa, oczy wesołe, buzia od ucha do ucha uśmiechnięta. Dla tej jednej chwili warto było poświęcić czas. Nie mam z nią kontaktu, chociaż zdarza się nieraz spotykać ją na ulicy, przy pozdrowieniu widać twarz szczęśliwej kobiety.
Znam wielu szanowanych i dobrych mężów, ojców i synów. Jednak krzywda kobiet, które z miłości a często i wstydu milczą, zawsze porusza mnie do głębi. Mimo, że wiele drażliwych spraw udało mi się załatwić pozytywnie, to niejednokrotnie skrzywdzone kobiety wycofywały uprzednio złożone skargi. Tak bardzo angażuję się w te sprawy, że ciągle dręczy mnie pytanie: czemu krzywdzone kobiety decydują się wycofywać złożone skargi?
(dane autorki do wiadomości redakcji)
Przez ostatnie osiem lat mojej działalności dużo skrzywdzonych kobiet trafiło do mnie. Sprawy te były delikatne, wiedziałam o nich ja i Policjant, który często w moim biurze bywał. Najbardziej utkwiła mi w pamięci sprawa pewnej kobiety. Nie pamiętam jej imienia, będę nazywać ją Kasią. Zakochała się ona bez pamięci. Była osobą dobrze sytuowaną, miała dobrą pracę. Wyszła za lekkoducha lubiącego alkohol, liczyła, że miłość wszystko zmieni. Ale bardzo szybko Kasia zaczęła bać się każdego powrotu swojego męża do domu. Znowu będzie na nią krzyczał i wyzywał, że ubiera się jak k…., że on musi tyrać chociaż było odwrotnie. Pijany będzie ją bił i zmuszał do współżycia. Przecież żona musi być uległa. Wyciągnął od niej cały majątek, jaki otrzymała od rodziców.
Pewnego dnia wieczorem Kaśka trafiła do mnie z prośbą o pomoc, prawdopodobnie podesłał ją znajomy Policjant. Weszła pani uczesana, ubrana w różową bluzeczkę, przyzwoitą spódnicę, ale ja już na pierwszy rzut oka wiedziałam, że coś z nią jest nie tak. Cera przezroczysta, oczy puste. Kluczyła, nie mówiła wprost o co chodzi. Cierpliwie słuchałam, mijały minuty i w końcu zdobyłam jej zaufanie. Rozpłakała się i zdjęła ubranie. Całe ciało było granatowo-żółte, siniaki musiały być z różnych dni. Poszła za namową do lekarza. Skierowałam sprawę do Prokuratury. Nie było łatwo. Kilkakrotnie byłam przesłuchiwana w Prokuraturze i na Policji. Sprawa o znęcanie trafiła do Sądu.
Ściskałam kciuki ze strachu, żeby Kaśka się nie wycofała. Presja straszna, mąż, teściowa, świadkowie. Dała radę. Kaśka złożyła pozew o rozwód i już na pierwszej sprawie rozwodowej, otrzymała rozwód. Zaczął się problem z wyrzucaniem „głowy” rodziny z domu. Złożyłyśmy prośbę o wymeldowanie. Znowu biegałam, składałam zeznania. Sprawę wygrałyśmy dosyć szybko, może dlatego, że małżeństwo nie miało dzieci.
Opisuję to zdarzenie w skrócie. Bo to ja w noc sylwestrową biegałam do niej na czwarte piętro budynku na drugi koniec miasta, ponieważ przez telefon płakała i twierdziła, że tego nie wytrzyma i odbierze sobie życie. Takich rozmów było dużo. Ale najważniejsze jest to, że po około pół roku od załatwienia wszystkich spraw, Kasia przyszła do mojego biura z kwiatami. Może to przypadek, ale była w tej samej różowej bluzeczce, ale jakże inna – włosy uczesane, twarz różowa, oczy wesołe, buzia od ucha do ucha uśmiechnięta. Dla tej jednej chwili warto było poświęcić czas. Nie mam z nią kontaktu, chociaż zdarza się nieraz spotykać ją na ulicy, przy pozdrowieniu widać twarz szczęśliwej kobiety.
Znam wielu szanowanych i dobrych mężów, ojców i synów. Jednak krzywda kobiet, które z miłości a często i wstydu milczą, zawsze porusza mnie do głębi. Mimo, że wiele drażliwych spraw udało mi się załatwić pozytywnie, to niejednokrotnie skrzywdzone kobiety wycofywały uprzednio złożone skargi. Tak bardzo angażuję się w te sprawy, że ciągle dręczy mnie pytanie: czemu krzywdzone kobiety decydują się wycofywać złożone skargi?
Danuta Z.
Tekst nadesłany(dane autorki do wiadomości redakcji)
Komentarze
Prześlij komentarz