Na temat czasu, w mniej intelektualnym kontekście…

Mam czas. Emeryt ma do dyspozycji bardzo dużo czasu. A jednak z końcem każdego dnia pada często, że czasu brakuje nawet na emeryturze. Wiadomo, człowiek ciągle coś tworzy. Każdy ma świadomość jego przemijania, bo on – skubany – bezpowrotnie ginie, na amen.

Pomimo, że każdego miesiąca o określonej godzinie emerytalną płatność dostarczy listonosz lub wpłynie przelew do banku, wielu z emerytów zmuszonych jest poświęcić czas na zarobienie dodatkowej gotówki. Powody są różne, ale wszystkie – niemal bez wyjątku – przyziemne. Uzasadnionym jest więc wspomniane przeze mnie powyżej powiedzenie. Czasu brakuje, a on bez skrupułów mknie do przodu i zmarszczki nam bezlitośnie nanosi.

Czasu brakuje praktycznie wszystkim, nie tylko emerytom. Boć przecież przedsiębiorcom na przykład też; wciąż mają coś do zrobienia, terminy gonią, klient czeka i chce aby było na cacy, a do tego problemy… Czas zatem pędzi, ale i zajebiście kosztuje.

Czasu brakuje także osobom pełniącym ważne funkcje, a już na pewno tym, którzy łączą je w dwójnasób: samorządowo-;politycznie. Z reguły są to fuchy, mówiąc delikatnie, dobrze płatne – ponad przeciętnie mówiąc po imieniu. A więc czas tych ludzi jest sowicie opłacany. Drogi czas, zajebiście kosztowny, kiedy weźmiemy na tapetę etaty decydentów. I oni pocą się bezustannie, lecz nie z powodu wkładu pracy, za którą biorą ten ciężki szmal, niektórzy mówią też: kasę. Czynię obserwacje, więc coś na ten temat powiedzieć mogę, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że nie odkrywam ameryki.

Według wyliczeń moich, większość z decydentów, ten słono opłacany czas przez podatnika, marnotrawi, czyli poświęca na zajęcia niezwiązane z pełnioną funkcją. Będzie tego gdzieś z osiemdziesiąt procent. Od wyborów do wyborów, od rana do czasu ustalonej pensją godziny zakończenia pracy, prowadzi analizy, rozmowy, pertraktacje, bierze udział w formalnych i nieformalnych spotkaniach. Po drodze komuś zaszkodzi, pomoże zaś temu kto w nadchodzących wyborach pomocnym być może. W międzyczasie pozwoli sobie coś podpisać, wstęgi przeciąć i na odchodne darmowy poczęstunek wchłonąć i koniak spić.


Te wszystkie podpisy, wytyczne, instrukcje, kurtuazyjne duperele i bezczelne opieprzanie podwładnych zabiera decydentowi około dwudziestu procent określonego ustawą czasu pracy. Czyż nie zajebiście drogi czas?! Czas opłacany krwawicą słabo płatnych, mających poukładane w głowach urzędników, upadlanych nierzadko dla jednego celu – aby decydent po następnych wyborach mógł dalej marnotrawić czas. Bardziej drogiego mechanizmu nikt jeszcze nie wymyślił. Istna maszynka do robienia pieniędzy. Tyle, że maszynka tę kasę tłucze a w zamian dostaje nie tylko figę, ale i wzgardę też, albowiem ta zgraja marnotrawców czasu bardzo niewdzięczna jest. Z czasem decydenci nabierają cech mężów stanu, kreują się na nieomylnych, by w konsekwencji stać się śmiesznymi augurami. Czas mija bezpowrotnie. Tę świadomość samorządowcy-politycy mają.

Taki decydent jeden z drugim zarabia minimum dziesięć tysięcy brutto, jeśli ma wiedza jest kompletna. Do tego niemała część z nich zasiada w radach nadzorczych różnych spółek, gdzie też coś konkretnego skapnie. Według wkładu pracy bezpośrednio związanej z pełnioną funkcją powinien zarabiać najniższą krajową. Łatwo policzyć, jak adekwatnie można by podnieść płace solidnie tyrających urzędników, na których spada gros odpowiedzialności prawnej, odpowiedzialności wedle decydentów – wszelakiej. Bo decydenci za tę gigantyczną kasę odpowiedzialności w sobie, na sobie, pod sobą i w każdej innej części niestety nie mają i nie ponoszą.

Jaki wypływa z tego wniosek? W moim pojęciu bardzo prosty: kasę co miesiąc do kasy większość decydentów zanieść powinna; niektórzy to nawet powinni każdego miesiąca dopłacać, jako formę podziękowania, że społeczność nadal pozwala im ten kosztowny czas roztrwaniać bez ponoszenia bolesnych konsekwencji. A również i za to, że mogą dalej ciepłe zydle pod swym dupskiem trzymać i pośladki grzać.

Czas mija bezpowrotnie. Trwonienie czasu przez samorządowców-polityków nasila się, gdyż do kolejnych wyborów pozostał rzut beretem. Już rozpoczęły się próby katapulty na cieplejsze, bardziej wyniosłe zydle. W tym gorącym okresie niejeden pozbędzie się nawet tych dwudziestu procent przyzwoitości, czyli minimum poświęcenia pracy dla sowicie opłacanego przez podatnika czasu. Rozpocznie się gonitwa przybierająca obraz małpiego rozumu, chwalenia pomocnych i lżenia niewygodnych. Upolityczni się wszystko, czego jeszcze nie zdążono upolitycznić, nagrodzi się tych, których dotychczas nie dostrzegano, także tych, co próbowali nachalnie i naiwnie w pewną część ciała decydenta włazić. Powrócą koleżeństwa i przyjaźnie,, które w odpowiednim czasie ponownie pójdą w zapomnienie. Inne rozpieprzą się z hukiem zwycięskiej bufonady, nieliczne pozostaną, bo ktoś musi otrzeć gorycz porażki.

A czas prze do przodu, przemija, na amen ginie bezpowrotnie. Dla jednych tryska szampanem, dla innych jest czasem poszukiwania chleba. A gdy przeminie, jedni będą mdleć ze łzami w oczach i rozpaczy za pozostawionym bogactwem i ciepłymi zydlami, drudzy łzy lać będą, że ich wypełniały jedynie porażki, lecz będą i tacy, na których twarzy zagości uśmiech i satysfakcja, że omdlenie ich dosięga w glorii autentycznego zwycięstwa, bo życie swe przeżyli godnie i czas ten drogocenny pożytkowali na szlachetne uczynki i poszanowanie wartości.

Decydenci zachowują się, jakby mieli żyć po pięćset co najmniej lat, nie do końca potrafią zatem zważyć czas, choć w pełni wiedzą, że wciąż przemija, przeto mimo wszystko spieszą się i szastają czasem innych. W rzeczy samej tym drugim nie do końca współczuję, bo przecież dawanie przyzwolenia na zło jest postawą nieuzasadnioną, pachnącą nieładnym słowem: współudział. Nie, nie, na pewno nie można tego nazwać kwadraturą kola czy innym banalnym wyjaśnieniem. Tak wcale być nie musi, lecz czy my emeryci powinniśmy sobie głowę tym zaprzątać?

Póki co, kieruję apel do młodych ludzi. Nie uciekajcie z Łomży i miejscowości z powiatu łomżyńskiego, to droga niewłaściwa, wedle powiedzenia: dobrze jest tam gdzie nas nie ma. W Łomży jest nadal wiele do zrobienia, nikt inny tylko młodzi są w stanie rozpocząć proces dla poszanowania czasu, który sowicie opłaca ciężko harujący podatnik a także każdy zwykły zjadacz chleba. Pora zacząć się zastanawiać, komu ten drogi czas dać do dyspozycji.

I warto poświęcić czas na to rozmyślanie. Życie jest naprawdę bardzo przyjemne. Miło jest napić się kawy, zrelaksować, przeczytać książkę. Ale jeszcze przyjemniej jest, kiedy po spełnieniu tych przyjemności mamy poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że nasi sternicy, zarabiający wielką kasę, poświęcają opłacany przez nas czas pracy na zapewnienie nam tego bezpieczeństwa, uczciwe traktowanie, poszanowanie przez nas danego i rozwój na miarę potrzeb, ale i możliwości. Pozdrawiam Czytelników.

Komentarze

  1. Pusty monolog. Czyżby pozostało pisanie czegokolwiek, na siłę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomyliłeś koleś adresy.o wypadkach samochodowych, kto ile wypił i ile przekroczył szybkość nie tutaj :-))

      Usuń
  2. Mam odmienne zdanie. Bardzo dobry tekst.
    Może ciut przydługi, ale wart przeczytania w całości.
    Autor pokazuje problem trwonienia kosztownego czasu.
    Przedstawił bardzo dobrą diagnozę.
    Gratuluję pomysłu na felieton.

    OdpowiedzUsuń
  3. Potwierdzam - świetny tekst. Jakiegoś szefuńcia zabolało i stęka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Komu w drogę, temu czas to pieniądz . A tak na serio, to teoria. Koryto wypacza rzeczywistość a towarzystwo wzajemnej adoracji się kończy, jak się kończą nadzieje na wspólne interesy. Pozdrawiam. Ł.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty - wszystkie okresy

Łomża pożegnała ks. biskupa Stanisława Stefanka…

Bal charytatywny z przykrą „atrakcją”…

Nie oszukujmy się i powiedzmy wprost, wakat na tym stanowisku może przynieść tylko pozorne oszczędności…

Apel do prezydenta Mariusza Chrzanowskiego i samorządu…

Prawda nas wyzwoli, kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw…