Świętość statyczna i dynamiczna…
Mam w ręku książkę Marcina Gutowskiego pt. „Bielmo: co wiedział Jan Paweł II”. Dla porządku dodam inne informacje o publikacji: Wydawnictwo Agora, Warszawa 2022, stronic łącznie 227. I jeszcze: wcześniej w stacjach TVN pojawiły się o treściach poruszanych w tej książce reportaże.
Przeciętny konserwatywny katolik raczej dokładnie z tych racji odrzuci tę książkę. No ale ja chyba nie jestem przeciętny, nieprawdaż? Przeczytałem, wiara mi nie zachwiała się nawet o milimetr, ale problemy do rozwiązania pozostały ogromne.
Marcin Gutowski (ur. 1983) ukończył dziennikarstwo na Wydziale Teologicznym (sic!) Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Pracę magisterską, obronioną w 2007 roku, poświęcił analizie felietonów Ryszarda Legutki (tak, tak!) w „Życiu”. Do 2017 roku związany był z „Programem III Polskiego Radia”, a potem ze stacjami TVN. Ma na swym koncie kilka książek, m.in. „Święta Ziemia: opowieści z Izraela i Palestyny” (2015). Czy jest nadal wierzący? Wydaje się, że tak, choć on sam jasno nie chce tego zdeklarować. Mam jednak wrażenie, że w porównaniu z dniem, kiedy uczestniczył on ze wzruszeniem w uroczystościach pogrzebowych Jana Pawła II w Rzymie, jest to wiara już dzisiaj mocno naruszona.
Książka „Bielmo” w sposób wystarczająco uzasadniony pokazuje parę spraw. Że, po pierwsze, papież Jan Paweł II wiedział o negatywnym zachowaniu niektórych ważnych osobistości kościelnych, ale w wielu sytuacjach nie stanowiło to przeszkody w ich awansie na wyższe stanowisko. Że, po drugie, nigdy z własnej inicjatywy nie spotkał się o ofiarami przestępstw seksualnych, aczkolwiek po naświetlaniu niektórych przypadków przez media światowe zainicjował pewne działania na tym polu. I że po trzecie, bardzo spieszono się w Watykanie, głównie za sprawą polskiego otoczenia Papieża, z jego procesem beatyfikacyjnym (i kanonizacyjnym).
Ta druga sprawa wydaje się najgorsza. Bo tu możemy mieć do czynienia z jakimś uszczerbkiem na papieskiej empatii. Świętość to inaczej osiągnięcie heroiczności w cnotach miłości Boga i bliźniego, szczególnie wobec skrzywdzonych. Pierwsza sprawa pozornie jest na tyle prosta, że można Papieżowi praktycznie pozostawić możliwość dokonywania kościelnych nominacji w sposób nieskrępowany. No ale co, jeśli taka pozbawiona kontroli strategia podtrzymywała lub stwarzała strukturę zła w Kościele? Trzecia sprawa może być najłatwiejsza do wyjaśnienia, albowiem beatyfikacja to dzieło papieża Benedykta XVI (Niemca), a kanonizacja – papieża Franciszka (Argentyńczyka). Tyle że wskutek pośpiechu powstał raczej posągowy obraz Jana Pawła II jako człowieka wolnego zupełnie od jakichkolwiek niedoskonałości. Tymczasem każdy święty ma także niedoskonałości, a doskonałość w miłości Boga i bliźniego zdobywa on dynamicznie przez całe życie, niejednokrotnie w duchowej walce. I właśnie takim świętym był i jest faktycznie Jan Paweł II.
Tyle o książce. Nie chcę jej streszczać. Zachęcam do lektury. Także do ewentualnego zanegowania tez, bo ja nie jestem w stanie tego dokonać.
Na marginesie jednak kilka moich wniosków przeniesionych w realia Kościoła Łomżyńskiego. Nikt w nim nie jest doskonały, to po pierwsze. W decyzjach personalnych musi być odpowiedzialna przezroczystość, to po drugie. Hierarchia powinna w różnych sprawach synodalnie zasięgać opinii szerszych gremiów Ludu Bożego, w tym także świeckich.
W ramach ilustracji tzw. „sprawa zambrowska nr 1”. Bo „sprawą zambrowską nr 2” jest słynny „bumerang” z Tabędza do Zambrowa i z powrotem. Otóż, w 2018 roku Biskup Diecezjalny odwołuje z urzędu proboszcza parafii Trójcy Przenajświętszej chorego księdza (już dziś świętej pamięci). Na wakujący urząd zostaje nominowany proboszcz z parafii Kołaki Kościelne, czyli rodzinnej parafii biskupiego Kapelana. Poza tym nowy proboszcz zambrowski pochodzi z samego Zambrowa, co wzbudza zdziwienie w środowisku kapłańskim. Niemal od samego początku księża i świeccy (także parafianie) mają „przecieki”, że nowy proboszcz chce jak najszybciej wyemigrować za granicę i ma na to „zielone światło” od Pasterza. I rzeczywiście, po dwóch latach tak się dzieje, przestaje być proboszczem w Zambrowie. Dziś rocznik diecezjalny podaje jedynie adres jego prywatnego mieszkania w tym mieście. W jakim zatem celu awansowano go na tak dużą parafię, skoro zakładano od początku, że będzie w niej tylko przejściowo? Czy liczyło się wówczas w ogóle dobro parafian, opinia księży i jakakolwiek strategia duszpasterska nowego proboszcza? Co było faktycznym powodem tej dziwnej nominacji? Czy ktoś tę sprawę wyjaśni teraz uczciwie do końca, by przeciąć wszelkie nieprzyjemne spekulacje, a zwłaszcza plotki? Szczęść Boże.
Przeciętny konserwatywny katolik raczej dokładnie z tych racji odrzuci tę książkę. No ale ja chyba nie jestem przeciętny, nieprawdaż? Przeczytałem, wiara mi nie zachwiała się nawet o milimetr, ale problemy do rozwiązania pozostały ogromne.
Marcin Gutowski (ur. 1983) ukończył dziennikarstwo na Wydziale Teologicznym (sic!) Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Pracę magisterską, obronioną w 2007 roku, poświęcił analizie felietonów Ryszarda Legutki (tak, tak!) w „Życiu”. Do 2017 roku związany był z „Programem III Polskiego Radia”, a potem ze stacjami TVN. Ma na swym koncie kilka książek, m.in. „Święta Ziemia: opowieści z Izraela i Palestyny” (2015). Czy jest nadal wierzący? Wydaje się, że tak, choć on sam jasno nie chce tego zdeklarować. Mam jednak wrażenie, że w porównaniu z dniem, kiedy uczestniczył on ze wzruszeniem w uroczystościach pogrzebowych Jana Pawła II w Rzymie, jest to wiara już dzisiaj mocno naruszona.
Książka „Bielmo” w sposób wystarczająco uzasadniony pokazuje parę spraw. Że, po pierwsze, papież Jan Paweł II wiedział o negatywnym zachowaniu niektórych ważnych osobistości kościelnych, ale w wielu sytuacjach nie stanowiło to przeszkody w ich awansie na wyższe stanowisko. Że, po drugie, nigdy z własnej inicjatywy nie spotkał się o ofiarami przestępstw seksualnych, aczkolwiek po naświetlaniu niektórych przypadków przez media światowe zainicjował pewne działania na tym polu. I że po trzecie, bardzo spieszono się w Watykanie, głównie za sprawą polskiego otoczenia Papieża, z jego procesem beatyfikacyjnym (i kanonizacyjnym).
Ta druga sprawa wydaje się najgorsza. Bo tu możemy mieć do czynienia z jakimś uszczerbkiem na papieskiej empatii. Świętość to inaczej osiągnięcie heroiczności w cnotach miłości Boga i bliźniego, szczególnie wobec skrzywdzonych. Pierwsza sprawa pozornie jest na tyle prosta, że można Papieżowi praktycznie pozostawić możliwość dokonywania kościelnych nominacji w sposób nieskrępowany. No ale co, jeśli taka pozbawiona kontroli strategia podtrzymywała lub stwarzała strukturę zła w Kościele? Trzecia sprawa może być najłatwiejsza do wyjaśnienia, albowiem beatyfikacja to dzieło papieża Benedykta XVI (Niemca), a kanonizacja – papieża Franciszka (Argentyńczyka). Tyle że wskutek pośpiechu powstał raczej posągowy obraz Jana Pawła II jako człowieka wolnego zupełnie od jakichkolwiek niedoskonałości. Tymczasem każdy święty ma także niedoskonałości, a doskonałość w miłości Boga i bliźniego zdobywa on dynamicznie przez całe życie, niejednokrotnie w duchowej walce. I właśnie takim świętym był i jest faktycznie Jan Paweł II.
Tyle o książce. Nie chcę jej streszczać. Zachęcam do lektury. Także do ewentualnego zanegowania tez, bo ja nie jestem w stanie tego dokonać.
Na marginesie jednak kilka moich wniosków przeniesionych w realia Kościoła Łomżyńskiego. Nikt w nim nie jest doskonały, to po pierwsze. W decyzjach personalnych musi być odpowiedzialna przezroczystość, to po drugie. Hierarchia powinna w różnych sprawach synodalnie zasięgać opinii szerszych gremiów Ludu Bożego, w tym także świeckich.
W ramach ilustracji tzw. „sprawa zambrowska nr 1”. Bo „sprawą zambrowską nr 2” jest słynny „bumerang” z Tabędza do Zambrowa i z powrotem. Otóż, w 2018 roku Biskup Diecezjalny odwołuje z urzędu proboszcza parafii Trójcy Przenajświętszej chorego księdza (już dziś świętej pamięci). Na wakujący urząd zostaje nominowany proboszcz z parafii Kołaki Kościelne, czyli rodzinnej parafii biskupiego Kapelana. Poza tym nowy proboszcz zambrowski pochodzi z samego Zambrowa, co wzbudza zdziwienie w środowisku kapłańskim. Niemal od samego początku księża i świeccy (także parafianie) mają „przecieki”, że nowy proboszcz chce jak najszybciej wyemigrować za granicę i ma na to „zielone światło” od Pasterza. I rzeczywiście, po dwóch latach tak się dzieje, przestaje być proboszczem w Zambrowie. Dziś rocznik diecezjalny podaje jedynie adres jego prywatnego mieszkania w tym mieście. W jakim zatem celu awansowano go na tak dużą parafię, skoro zakładano od początku, że będzie w niej tylko przejściowo? Czy liczyło się wówczas w ogóle dobro parafian, opinia księży i jakakolwiek strategia duszpasterska nowego proboszcza? Co było faktycznym powodem tej dziwnej nominacji? Czy ktoś tę sprawę wyjaśni teraz uczciwie do końca, by przeciąć wszelkie nieprzyjemne spekulacje, a zwłaszcza plotki? Szczęść Boże.

Proszę nie oczerniać papieża Jana Pawła 2.to bardzo wielki grzech.prosze nie oczerniać uczciwego biskupa Janusza stepnowskiego.to bardzo wielki grzech.
OdpowiedzUsuńnieumiejętność czytania to też grzech odpocznij i nie wypisuj głupot :-((
UsuńDociekanie prawdy jest oczernianiem? Nie kpij i nie grzesz!
UsuńKościół przestaje być tematem tabu. Książka oczekiwana, potrzebne, warta przeczytania i przeanalizowania. Jestem katolikiem, co nie znaczy zwolniony z odpowiedzialności za Kościół.
OdpowiedzUsuńKażda osoba publiczna, nawet bardzo zasłużona, musi przejść przez swoisty „czyściec pamięci”. W przypadku papieża Jana Pawła II ten „czyściec” jest szczególnie bolesny. Ale to oczyszczenie pamięci, w świetle faktów historycznych, jest niezbędne. Na śmierci papieża z Wadowic nie zatrzymał się rozwój teologii ani Kościoła. Czcząc świętych, zawsze odnośmy do Chrystusa dzieła ich życia. Tylko wtedy unikniemy pokusy bałwochwalstwa.
OdpowiedzUsuńFelieton na naszym lokalnym rynku potrzebny. Poruszanie tak istotnego dla Kościoła zagadnienia być może doprowadzi do człowieka. Tego wielkiego, i tego słabego. Podobnie jak Autor, moja wiara nie zachwiała się o milimetr. Jako osoba wierząca ufam, że prawda nas wyzwoli. Szczęść Boże.
OdpowiedzUsuńAutor nikogo nie oczernia, jak niektórzy tu sądzą.
OdpowiedzUsuńCzytam felietony i zauważam wielką Jego troskę o Kościół.
Bóg może wszystko i to On jest sędzią, więc nie nam osądzać Jego czyny. Tak samo przez wieki było z Kościołem. Różnego rodzaju zło się działo, ale z racji tego, że władza jest dana od Boga, to nie nam, maluczkim oceniać Kościół. Po Soborze optyka się zmieniła. Kościół przestał być naszym królem, stał się jakby naszym bratem i towarzyszem. A o ile królowi nie można zwrócić uwagi, to bratu wręcz trzeba. Problemem jest, że Kościół po części nadal chce zachowywać się jak król, któremu wolno więcej a wytknąć niczego nie można.
OdpowiedzUsuńChyba nie od tej pozycji Szanowny Autor winien zacząć, choć "Bielmo" stawia mocne tezy. Proponuję publiczną recenzję "Systemu Kościelnego czyli przewagi pana k" Tomasza Polaka (dawniej Węcławskiego), byłego duchownego, profesora teologii a obecnie apostatę i ateistę. Pozdrawiam Autora. ł.
OdpowiedzUsuńA dlaczego mialby od tego zacząć?
UsuńTeza ksiażki ateisty Polaka brzmi tak: "system kościelny jest niereformowalny" (s. 254).
Wg mnie, Autor na tym blogu ma zdanie odmienne: system kościelny JEST reformowalny.
I trzeba zacząć od Kościoła lokalnego.
Bo niereformowalny jest. A jest reformowalny ? Skoro Autor na blogu myśli, że JEST, to chyba nie pisze serii artykułów od wielu tygodni czy miesięcy o podobnych treściach, wracając do spraw, które w dalszym ciągu są nierozstrzygnięte, albo inaczej: rozstrzygnięte nie po Jego myśli ? Przypomnę, że zmiana narracji przez Kościół (co było widoczne przez wieki, nie tylko dziesięciolecia), to nie to samo co reforma. Dostosowanie nauczania do potrzeb (sic!) wiernych, to nie reforma. W związku z tym, że reformy wymagają czasu, mając swoich światłych, mądrych teologów, nazwijmy wreszcie wizjonerów, da się z dużym prawdopodobieństwem przewidywać, w którą stronę ukierunkować misję Kościoła, na co położyć nacisk największy, na co mniejszy a co odpuścić. To się być może dzieje, ale za późno. Pewne rzeczy już się wydarzyły. Poza tym Polak w swojej książce stawia dużo więcej tez, chętnie bym podyskutował o tym.
UsuńKsiazka "System..." to typowy "popiół i diament". Tak jak chyba wszystkie jego książki, gdy był księdzem. Diamenty to niektóre błyskotliwe akapity, popiołem cala ogromna reszta.
UsuńJeśli on zanegowal arbitralnie Boskość Jezusa, to nic dziwnego, że jądro systemu koscielnego widzi jako ateistyczne. I wszystkie dalsze tezy są juz tej tezy pierwszej konsekwencją.
Tymczasem odnowa prawdziwa Kościola to powracanie do ducha Ewangelii. Nieustanne, stad wrażenie, że mamy do czynienia z biegiem jałowym czy dryfowaniem. Trzeba cierpliwości.
Problem lokalnej hierarchii to czysto zewnętrzne i mechaniczne podejście do duszpasterstwa. Zaliczyć rytuał, odtworzyc komentarze biblijne w kazaniu, wyciąć krzaki wokół świątyni, dobrze zarobić, spożyć wyrafinowany posiłek i mieć dużo, dużo czasu dla siebie i garstki przyjaciół. Jest przedmiotowe traktowanie nie tylko duchownych. Wystarczy
popatrzec na zwolnienia świeckich, choćby w radiu.
Jeśli system zawodzi, to w tym sensie, że zawodzą ludzie, także otoczenie. A zatem metoda to napomnienie i nawrócenie, czyli powrót do Ewangelii.
Sprawdźmy z drugiej strony : czy przyjęcie Ewangelii nie jest jednakowoż przyjęciem arbitralnym (apriori) pewnej idei / objawienia/ wiary (już nie wchodząc w tautologię) ? Czyż 1 sakrament w imieniu dziecka nie przyjmują jego rodzice czyniąc niezatarte znamię ? A czyż to nie zobowiązuję, nie stygmatyzuje ? Wiara rodzi się w domu. Skąd tyle apostazji obecnie i przynajmniej agnostycyzmu obecnie (żeby nie napisać ateizmu) ? Nowe pokolenie, nowe wyzwania. A Kościół stoi w miejscu. Albo więc się przyjmie Ewangelię albo nie... Ludzie są dalej tacy sami (współcześnie), ale czasy są inne. A zatem to działa w obie strony. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli? problemy z T. Polakiem są dwa: 1. albo za mocno wszedł w "rozumienie" wiary, czyi pewnej metafizycznej rzeczywistości 2. Albo ma rację.
Usuńz kolei teza Polaka postawiona pod koniec jego książki stanowi zwieńczenie myśli i twierdzeń, dedukcji, rozważania oraz wniosków, które poczynił w toku całej swojej publikacji. zakładam jeszcze 3 wariant - chciał przejść do historii - jako teolog - ateista, niczym średniowieczni filozofowie. Żeby pamięć o nim przetrwała w piśmiennictwie naukowym jako ten, który postawił śmiałą tezę. Przyszłe pokolenia ocenią, albo i nie ...
Usuń"Uderzą w pasterza, a rozproszą się owce" - mówi Jezus. Tego typu artykuły mają jedyną rolę - zniszczyć Kościół i jego autorytet.Nic więcej. A więc, skoro ktoś walczy z Kościołem, to robi to dla jego dobra czy zła?
OdpowiedzUsuńA jeśli mama czy tata skrzyczy niegrzecznego syna, to robi to dla jego dobra czy zła?
UsuńCzytam felietony bardzo uważnie. Nie mam żadnych wątpliwości, że krytyka stosowana przez Autora jest czyniona w interesie Kościoła. Twierdzenie, że Autor swoimi felietonami niszczy Kościół i jego autorytet nie jest niczym uzasadnione. Pisanie ogólników świadczy o braku argumentów przeciwstawnych do faktów, którymi Autor się posługuje.
UsuńGłównym wrogiem Kościoła jest klerykalizm. Autor omawianych tutaj felietonów problem ten sprytnie przemyca i trafia w punkt. Klerykalizm jest czymś groteskowym, nieewangelicznym i całkowicie sprzecznym z istotą Kościoła, także prowadzącym do poważnych nadużyć. Jest to na dzisiaj zdiagnozowane, czytelnie określone, dostrzegane nawet na najwyższych szczeblach kościelnej instytucji. O złu zasadzonym w klerykalizmie mówi papież Franciszek. Napawa to nadzieją, że proces naprawczy jest nieunikniony, właśnie dla dobra Kościoła.
OdpowiedzUsuń