Tego dzisiaj potrzebujemy: kreatywności miłości…

W tę niedzielę, zwaną Niedzielą Męki Pańskiej albo Niedzielą Palmową, duchowni na ogół nie głoszą homilii. Nie z lenistwa, rzecz jasna, tylko z pokory. Dzisiaj milczenie jest najstosowniejszym komentarzem do mszalnych czytań, a szczególnie Pasji Jezusa. Oczywiście, chodzi tu o takie milczenie, które wynika z zapierającego dech w piersiach wpatrywania się w cierpiącego Chrystusa. „Popatrzcie – wołał Meliton z Sardes pod koniec II wieku: Niesłychanego dokonano mordu w samym sercu Jerozolimy, w mieście Prawa, w mieście Hebrajczyków, w mieście proroków, w mieście uważanym za sprawiedliwe. A kto został zabity? I kto jest mordercą? Wstydzę się mówić, a mówić muszę. Gdyby mordu dokonano w nocy, gdyby zabito ofiarę na miejscu odludnym, łatwo byłoby przemilczeć. Teraz jednak pośrodku ulicy i miasta, w samym sercu miasta, na oczach wszystkich Sprawiedliwy został niesprawiedliwie zamordowany” (Homilia paschalna, n. 94).

Kościół odczytuje dzisiaj swoim wiernym Pasję naszego Pana Jezusa Chrystusa według świętego Mateusza. Jakże szybko płynął wówczas czas od momentu namaszczenia Jezusa w Betanii aż po Jego złożenie do grobu w Jerozolimie! Jakże nieoczekiwanie i nagle zmieniły się nastroje ludu, od uroczystego Hosanna na początku po straszne Ukrzyżuj Go! na końcu. W biegu tej narracji pasyjnej Judasz, Kajfasz, Piłat i inne postaci przesuwają się przed oczami naszej wyobraźni jak złowrogie cienie. Czyje cienie? Przecież to nasze grzechy, moje grzechy, wykreowały Jezusowi tę niesłychaną drogę ku śmierci: „Powiesili Tego, co ziemię zawiesił – ubolewał biskup Meliton z Sardes; przebodli Tego, co niebo rozpostarł; przybili do drzewa Tego, co wszystko utwierdził. Panem jest, a Go znieważyli, Bogiem jest, a Go zabili” (n. 96). Dlatego chrześcijanie w Niedzielę Palmową, w poczuciu winy i z wielkim przejęciem, klęczą przez kilkadziesiąt sekund w milczeniu po odczytaniu stwierdzenia ewangelisty, że Jezus wyzionął ducha, powtarzając w głębi duszy wyznanie wiary rzymskiego setnika: Prawdziwie, Ten był Synem Bożym.

Czy w tym roku to wyznanie jest trudniejsze? Psalmista błagał w modlitwie: „Ty zaś, Panie, nie stój z daleka, „pomocy moja, śpiesz mi na ratunek”. Od co najmniej miesiąca, jak nigdy dotąd, boimy się jakiejkolwiek bliskości z kimś drugim, żyjemy w izolacyjnym oddaleniu z racji na ewentualność zarażenia się koronawirusem. „To trudny czas dla wszystkich. Dla wielu niezwykle trudny” – przyznawał papież Franciszek w piątkowym orędziu telewizyjnym. Ale nasze mocniej bijące serca wyczuwają miłującą bliskość Ukrzyżowanego, który – jak czytamy w Liście do Filipian - „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi”. On, ukrzyżowany Syn Boży, jest pośrodku ludzkiego cierpienia, także po stronie ofiar tego nieszczęsnego koronawirusa. Zbawić znaczy przecież uzdrowić. I duszę, i ciało. Całkowicie. A On jest Zbawcą jedynym!

Teologia podpowiada, że symptomem grzesznej natury ludzkiej jest nade wszystko cierpienie. Jezus umiera w cierpieniu jakby zarażony naszymi grzechami, On sam jest bezgrzeszny, ale wziął na siebie nasze grzechy. Jego ostatniemu tchnieniu na krzyżu nie towarzyszy rozpacz, ale niezawodne poczucie osiągnięcia celu: Dokonało się! Jest zwycięstwo! W Krzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie, w Krzyżu miłości nauka – chrześcijanie w sile wieku znają tę pieśń bardzo dobrze, młodsi być może muszą się nauczyć… Zwycięstwem Krzyża jest Miłość Boża wobec grzeszników, czyli Boże Miłosierdzie. Na tym właśnie polega i to lekarstwo, i ta terapia, i ta nadzieja. Papież Franciszek dodał, że „jest to nadzieja na lepszy czas, w którym możemy być lepsi, w końcu uwolnieni od zła i od tej pandemii”.

W dniu śmierci Jezusa jeszcze tego zwycięstwa Miłości nie było widać gołym okiem, ale ono już się dokonało. Niebawem światło wielkanocnego poranka rozproszyło wszelkie mroki i ujawnił się spektakularny triumf życia, Chrystusowe powstanie z martwych. Zamiast lęku zakrólował pokój. Trzeciego dnia Jezus ukazał się uczniom jako młody Wojownik, wprawdzie zraniony na rękach, nogach i boku, ale ostatecznie zwycięski, bo już niepodlegający żadnemu cierpieniu, ba, nawet ograniczeniom czasu i przestrzeni, bez wątpienia ten sam, aczkolwiek teraz diametralnie inny, przynoszący upragnione ukojenie z pozaziemskiej rzeczywistości, taką obfitość łaski. Psalmista zawołałby pewnie w zachwycie: „Tyś najpiękniejszy spośród synów ludzkich!” I ten głos rozszedłby się dalekim echem po całym naszym, w tym roku tak milczącym, mieście…

Każdy przejaw śmierci, a w tych dniach najbardziej złowrogim przejawem śmierci jest choroba COVID-19, stanowi dla nas, ludzi borykających się z ciężarem sensu życia, wezwanie, byśmy wyzbywali się egoizmu, a odradzali się w miłości. W życiu tylko o to chodzi. O nic więcej. Naprawdę. Czas pandemii odsłania jeszcze wyraźniej kruchość wszelkich czysto ziemskich wartości, celów i zabezpieczeń. Tylko miłość jest wieczna, bo Bóg jest Miłością, w Nim nie ma już niczego innego poza miłością, po prostu ta Jego miłość jest nieskażona. Śmiertelne zagrożenie pokazuje, że rzeczywistością, która ocaleje na pewno, jest nasza miłość wobec Boga i bliźnich. Wobec Boga, bo On jest wieczny, i wobec bliźnich, bo w ich obliczach ujawnia się nam konkretnie niewidzialny Bóg. To nie przypadek, że symbolem chrześcijaństwa stał się niemal od początku Krzyż, który oznacza właśnie tę miłość wykreowaną w straszliwym zagrożeniu i niezwykłym cierpieniu. Boża łaska, wysłużona na krzyżu przez Zbawiciela, stanowi lekarstwo na ludzki egoizm i jest terapią ku jeszcze większej miłości. Dokładnie tyle możemy zrobić w tym czasie pandemii. I jedynie to właśnie przyniesie zwycięstwo… Papież Franciszek przekonuje sugestywnie: „Nawet jeśli jesteśmy odizolowani, myśl i duch mogą iść daleko z twórczością miłości. Tego dzisiaj potrzebujemy: kreatywności miłości”.
Tekst nadesłany, 
dane autora do wiadomości lomza-tuiteraz.blogspot.com

Komentarze

  1. Bardzo dobry tekst, a właściwie kazanie. W tym trudnym czasie dla nas wszystkich bardzo ważne przesłanie. Miłość jest istotą naszego istnienia, reszta nie ma znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miłość jest w cenie. W tamtej kadencji biskupi bardzo kochali władzę w ratuszu. Wiadomo, płynęła kasa. W tej kadencji nie płynie i biskupom miłość odeszła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Pani Marianie, to bardzo ważne słowa w tym trudnym okresie.

    OdpowiedzUsuń
  4. W sendo. Myślę, że nie jedna osoba powinna skupić się na sensie słów zapisanych w felietonie. I zadać sobie pytanie... Co w życiu jest ważne.... Brawo Autorze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Święta prawda. Nieliczni pewnie zrozumieją sens felietonu.... Obym się mylił....

    OdpowiedzUsuń
  6. Na szczęście w tym trudnym czasie ludzie okazują sobie dużo troski i miłości: woda dla oczekujących na granicach, szycie maseczek dla pielęgniarek, robienie zakupów osobom starszym, przykładów jest mnóstwo. Oby i nasi włodarze się opamiętali i skupili teraz na pomaganiu i wspólnocie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty - wszystkie okresy

Łomża pożegnała ks. biskupa Stanisława Stefanka…

Bal charytatywny z przykrą „atrakcją”…

Nie oszukujmy się i powiedzmy wprost, wakat na tym stanowisku może przynieść tylko pozorne oszczędności…

Apel do prezydenta Mariusza Chrzanowskiego i samorządu…

Prawda nas wyzwoli, kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw…